Blog z opowiadaniami yaoi z zespołami z koreańskiego popu, poświęcony w większości fanfiction o zespole EXO. Większość tylko z tej tematyki, ale jestem pewna, że trafi się również coś innego. Nie lubisz, nie czytaj.

First.





Tytuł: First
Typ: One-shot
Gatunek: fluff, smut
Paringi: KrisHo
Ostrzeżenia: patrz 'gatunek'
Długość: 5896 słów
Notka autorska: Dzień dobry! Tęskniliście bardzo? Bo ja strasznie. Miałam ostatnio taki czas, że opuściła mnie kompletnie wena i dręczyłam się, żeby cokolwiek napisać, a, że Nie z tego świata nie wychodziło mi kompletnie, postanowiłam zrobić sobie przerwę i naskrobałam dość długi shot, który okropnie mi się podoba.Przesiąka cukrem z każdej strony, ale ciągnęło mnie, żeby napisać coś takiego.
Mam nadzieję, że się podoba i będzie już naprawdę więcej komentarzy niż tylko 4. :c
No nic, nie marudzę, tylko wrzucam moją robotę, którą szczerze pisałam..... 4 dni. Naprawdę.



Wondering...

Byłem z nim chyba już dobre pół roku. Może nie jest to jakoś nie wiadomo, jak długi czas, jednak uważam, że odkąd w 2012 zadebiutowaliśmy, pod nazwą EXO, ale podzieleni na dwa podzespoły, a nasza miłość przetrwała do dzisiaj, to jednak jest to jakiś postęp.
Ale może od początku.
Szczerze, to od zawsze bałem się miłości. Bałem się, że nie będę w stanie nigdy nikomu zapewnić tego, co druga osoba ode mnie oczekuje, albo po prostu nie poradzę sobie z napływem emocji. I akurat tutaj mówię o zazdrości. Odkąd tylko dostałem niewyparzony język w gębie, potrafiłem nieźle wszczynać kłótnie, jeżeli coś mi się nie podobało, lub uważałem po prostu, że sytuacja tego wymaga. Nienawidziłem tego, kiedy koło osoby, którą kocham, kręciła się następna, bardzo często podburzająca jeszcze bardziej moją zazdrość i wszelkie myśli, jakie kłębiły się w mojej głowie. Nienawidziłem znosić widoku, kiedy mój chłopak siedział sobie w spokoju na łóżku, a tu nagle jeden z naszych zespołowych kolegów, przychodził do niego i się razem wesoło śmiali, kiedy ja, dajmy na to zajmowałem łazienkę, czy robiłem cokolwiek innego. To nie tak, że ja nich nie lubiłem, czy coś, w końcu po naszym comebacku w maju tego roku jesteśmy jedną, wielką rodziną, ale po prostu nie mogłem znieść kilku rzeczy, jakie często bardzo mi przeszkadzały. Czego nie znosiłem? Jak mówiłem, szlag mnie trafiał, kiedy Chen, Kai czy chociażby Lay trzymali się blisko mojego chłopaka, z czasem robiąc sobie zwykłe, zboczone żarty, które miałby być tylko żartami, ale mnie one naprawdę doprowadzały do szewskiej pasji.
Mój dongsaeng należy tylko do mnie, więc serio nie życzę sobie, żeby ktokolwiek dotykał go tymi swoimi brudnymi, chińsko-koreańskimi łapami.
Ale dobra, może w końcu przestanę narzekać, i przejdę do rzeczy, opowiadając wam wszystkim, to co do dzisiaj przyprawia mnie o palpitacje serca i uśmiecham się, jak głupi do sera. Nie wiem, to serio od was zależy, czy będziecie chcieli słuchać historii miłosnej rodem z amerykańskich filmów, ale ja muszę ja komuś opowiedzieć. Więc proszę, usiądźcie sobie wygodnie na krzesłach, fotelach, podłodze, czy nawet na kiblu i po prostu słuchajcie.

...about him,

Najpierw może wypadałoby powiedzieć trochę o osobie, która tak mocno zakręciła mi w głowie.
Nazywa się Kim Junmyeon, a pod pseudonim sceniczny w naszym zespole wybrał sobie ksywkę Suho. Suho. Właśnie to jedno, krótkie słówko od dobrego pół roku nie chce wyjść z mojej głowy. W sumie to nie. Dongsaeng zauroczył mnie sobą, już nawet wtedy, kiedy poznaliśmy się w czasach trainee. Może z początku trochę trudno było się nam ze sobą widywać, czy chociażby rozmawiać, ale dla mnie nie był to jakiś wielki problem.
Uwielbiałem na niego patrzeć. Kiedy się uśmiechał, miałem wrażenie, że widziałem przed sobą anioła, który nie dość, że zleciał z nieba i trafił na mnie, to jeszcze był tak anielsko piękny, że nie miałem słów, by opisać to, co działo się w środku mojego serca. Czułem, że rozkochał mnie już w sobie na początku, ale zwyczajnie nie potrafiłem pozbierać w sobie tych wszystkich myśli, jakie krążyły w mojej głowie dokoła osoby Suho.
Znałem go na wylot. Wiedziałem o nim wszystko po tym roku naszej dość skomplikowanej znajomości. No, jak wiadomo, on mieszkał w Korei, a mi jako liderowi EXO-M naprawdę trudno było widywać się z nim tak często jakbym chciał, jednak to nie stanowiło problemu, bym poznawał powoli wszystkie jego nawyki, to co lubi, czego się boi, czy umiał zgadnąć, kiedy za jego uśmiechem kryły się łzy.
Jednak i tak nasza historia miłosna zaczęła się dopiero teraz w momencie, kiedy po raz pierwszy w moim sercu zapalił się tak wielki ogień, że już wtedy wiedziałem, że go kocham.

about first feeling of falling in love,

Pamiętam ten dzień. Czternasty lutego, tego roku, tak bardzo utkwił mi w głowie, że pamiętam niemal każdy jego najmniejszy szczegół, a wszelkie sekundy tamtych godzin, czy minut, z każdym wspomnieniem, trafiają do mojej podświadomości jeszcze mocniejszymi uderzeniami. Padał wtedy okropnie mocny śnieg, a ja mając w końcu chwilę wolnego, zebrałem swoje manatki i pofatygowałem się do domu chłopaków z EXO-K. W tamtym czasie nie zostaliśmy jeszcze połączeni w jeden, duży zespół, więc nie mieszkaliśmy jeszcze nigdzie całą dwunastką. A poza tym w okresie zimy przygotowywaliśmy się do naszego comebacku, a przy okazji odpoczywaliśmy w swoich rodzinnych domach, więc byłem pewien, że nikogo w seulskim dormie nie zastanę. O, jak bardzo się pomyliłem. Kiedy stanąłem przed wielkimi, drewnianymi drzwiami tego zimnego, lutowego wieczoru z zarzuconą wielką torbą z ciuchami na jedno ramię, szczerze nie wiedziałem, co kłębiło się wtedy w mojej głowie. Dlaczego przyjechałem do ich dormu, skoro wiedziałem, że i tak nikogo tam nie spotkam? Pewnie najprościej byłoby odpowiedzieć, że tęskniłem, ale przecież tak było. Każdy z nas, każdy z chłopaków z EXO tęskni na innymi, bo przecież, jak mówiłem, jesteśmy jedną, wielką rodziną, która wszystko robi razem.
Westchnąłem ciężko i odrzuciwszy z moich blond włosów, które kolorem podchodziły do barwy złotych, kłosów letniego zboża, kilka płatków zimnego śniegu, poruszyłem za klamkę od drzwi i jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ktoś jednak w środku tego wielkiego budynku był.
Nieco zaskoczony wsunąłem się do środka, od razu wymijając studio nagrań znajdujące się na parterze dormu EXO-K, po czym windą popędziłem na górę, bowiem intrygowało mnie, że jednak ten budynek był otwarty, skoro teraz tak naprawdę całe EXO miało wolne. Podjechałem prędko dziesięć piąter wyżej, gdzie zaczynały się pokoje chłopaków, po czym zamarłem w lekkim bezruchu, widząc z oddali przez próg windy, jak kilka metrów przede mną jasnym, żółtawym światłem prawdopodobnie paliła się lampka. Czyli jednak ktoś tutaj był.
Niewiele myśląc ruszyłem w tamtą stronę i po raz drugi dzisiejszego dnia się zaskoczyłem. W środku na kanapie siedział skulony Suho. Siedział i trząsł się, jak szalony, przez co w pierwszej chwili myślałem, że dostał jakiegoś ataku padaczki, czy czegoś innego, ale jak się okazało, kiedy podszedłem bliżej – słyszałem jego cichy, mocno przytłumiony szloch. Widać, że się powstrzymywał, bo pewnie zauważył, że wszedłem.
- Kris, proszę, wyjdź, nie chcę z nikim rozmawiać... - od razu wyszlochał, nawet nie podnosząc głowy.
Nie powiem, ale trochę mnie to zabolało, bo zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, kiedy coś złego się działo. Zacisnąłem pięść i spojrzałem na niego nieprzychylnie.
- Nigdzie nie wychodzę, dongsaeng. Albo mi powiesz, co się stało, albo będę tak stał oparty o te drzwi do usranej śmierci. - mruknąłem, przechylając lekko głowę w bok.
Junmyeon zakaszlał, dusząc się już swoim płaczem i podniósł głowę, a ja widząc jego łzy poczułem, jak coś mnie skręca w środku z bólu. Nie wiedziałem z początku, jak miałem określić to uczucie, ale nie to było teraz najważniejsze.
Podszedłem od razu bliżej młodszego i przykucnąłem, patrząc na niego ze współczuciem, a ten, jak poparzony po prostu rzucił się na mnie wtulając w moje ciało. Gdyby nie fakt, że z zamroczenia spowodowanego sytuacją, nie objąłem z początku jego, tylko oparłem dłonie na podłodze, upadłbym i obił sobie tyłek razem z głową o twardą powierzchnię. Przygryzłem wargę, przytulając jedną z dłoni chłopaka do siebie, a drugą zaś wplątałem w jego burzę brązowych włosów, przeczesując je między palcami. Jego coraz to mocniejsze łzy zaczęły moczyć moją koszulkę, a mnie tylko serce ściskało z bólu jeszcze bardziej.
- Kris, moja mama właśnie umarła i ja... - wydukał, krztusząc się swoimi łzami, a potem nabrał powietrza i krzyknął w niebo głosy, ponownie wpadając w furię płaczu i lejąc łzy prosto w moją szyję – Ja nie mam już nikogo, kto byłby dla mnie tak bliski. Nie mam nikogo, komu mógłbym zwierzać się ze wszystkiego i nie mam nikogo tak bardzo ważnego mojemu sercu... N-nie mam. Jestem sam!
I kolejny cios właśnie ugodził mnie w serce. Przecież on nie był sam. On miał nas. Nas. EXO. Niewiele myśląc, złapałem Junmyeona za ramiona i odchyliłem, zmuszając tym samym, by na mnie spojrzał. W tamtym momencie wyglądał niczym przerażony szczeniak, a we mnie w jednej chwili coś pękło. Poczułem, jak tracę grunt pod nogami, a wszelkie skrywane dotychczas emocje nagle kumulują się we mnie, próbując wydostać na zewnątrz, ale to chyba nie była jeszcze odpowiednia chwila. Spojrzałem na niego z troską, przecierając delikatnie palcami łzy, jakie nie dość, że zalegały w jego kącikach oczu to i smętnie spływały po policzkach. W jednej chwili miałem wrażenie, że cały dotychczasowy obraz zakręcił mi się w głowie niczym karuzela, a cichy szept Suho rozbrzmiewał w umyśle tak, jakby mówił do mnie przez megafon. Dziwne uczucie zebrało się w okolicach mojego brzucha, a ciepło ogarnęło całe ciało, tak, że chyba nawet czułem wypieki na policzkach. Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się do niego lekko, czochrając chłopaka po głowie.
- Nie jesteś sam. Masz mnie, całe EXO i tylu fanów na świecie. Nigdy nie byłeś i nie będziesz sam, a przynajmniej ja na to nie pozwolę. - on w tamtym momencie wtulił się w mój tors jak pluszak, a ja wiedziałem wtedy, że moje serce rozdarło się na pół oddając jedną część w ręce Suho.
Mogłem śmiało powiedzieć, że chyba naprawdę się zakochałem.

about first holding hands togehter,

Wiosna przyszła w sumie dość szybko do Chin. Już dobrze na początku kwietnia świeciło przyjemne, ciepłe słońce, a ćwierkanie ptaków słychać było niemal na kilometr. Zimny chłód, zimowego mrozu zniknął tak prędko, że nawet tego nie zauważyłem. A może po prostu nie wiedziałem tego, bo zaczynałem coraz bardziej pogrążać się w swoim uczuciu do Suho?
Nieważne.
Siedziałem akurat na parapecie w swoim oknie z lekkim uśmiechem rozkoszując się tym, że wiatr bawił się moimi jasnymi włosami, rozwiewając je przyjemnie we wszystkie strony. To już był ten czas przed naszym comebackiem, kiedy zostały nam dobre dwa miesiące, by powrócić na scenę i również kiedy nasz zespół połączył się jeden. Mieszkaliśmy w sumie raz w Chinach, raz w Korei, w zależności od humoru naszego menadżera. Tym razem to Pekin był miejscem lokum całego EXO.
Wyglądałem w spokoju za okno, wodząc oczami, za tym, jak wiele pozmieniało się przez te dwa miesiące, odkąd zima zaczęła powoli zanikać. Robiło się coraz piękniej. Co? No nie, chyba pogrążyłem się w swoim zakochaniu do Suho tak bardzo, że teraz zacząłem pieprzyć naprawdę niestworzone rzeczy.
Westchnąłem cicho, kiedy nagle mój spokój przerwał głośny trzask drzwi od mojego pokoju, a do środka cały w skowronkach wpadł Jongin, uśmiechając się szeroko, jakby Chanyeol potajemnie dosypał mu czegoś do jedzenia. Lub też wypił coś, z dodatkiem czegoś z rączki tego głupiego derpa. Uniosłem brew, a ten zaczął do mnie gadać coś tym swoim kulawym chińskim.
- Duizhang... Suho-hyung idzie z Sehunem na bubble tea i nie chcą mnie zabrać – wydął wargę niczym typowy, obrażony dzieciak, a ja tylko wzruszyłem ramionami, patrząc na niego obojętnie.
- Ale duizhaaaang~ Ty tylko będziesz w stanie przekonać hyunga, że ja naprawdę mogę z nimi pójść i nie narobić im wstydu. - jęknął, wydymając lekko dolną wargę, a ja tylko prychnąłem rozbawiony.
No dzieciak, dosłownie dzieciak.
- A co będę z tego miał? - zacząłem się z nim przekomarzać, mimo wszystko wstając z parapetu i czochrając Jongina po głowie, kiedy go wymijałem.
Chłopak zupełnie nie wiedział, co miał mi odpowiedzieć, więc wydął usta zastanawiając się chwilę, po czym uwiesił się na moim ramieniu, patrząc szczenięcymi oczami.
- Będziesz miał Suho, hyung.
No dobra, idealnie mnie przekupił.
Pewnie i tak bym mu odmówił, ale niestety, kiedy mowa była o Suho, wszystko odwracało się do góry nogami, razem z moim sercem. Ech to jebane zakochanie. Teraz widzę dlaczego traci się przy nim głowę.
Skinąłem głową ciągnąć Kaia za rękaw jego kraciastej koszulki, po czym wyrzuciłem tego irytującego mnie tak bardzo chłopaka za drzwi, samemu wychodząc i zamykając je jednocześnie z trzaskiem.
Od zawsze zastanawiałem się, czemu tak szybko każdemu ulegałem, kiedy coś ode mnie chciał, ale jednak chyba nigdy nie znajdę na to odpowiedzi, bo i tak za każdym razem dobry lider Kris zrobi wszystko dla swoich rozpieszczonych bachorów.
(…)
- Przecież powiedziałem ci Kris, że Jongin nie może wychodzić z domu, bo jeszcze dobre dwa dni temu siedział zakryty kołdrą po uszy i kaszlał niczym ostatni gruźlik! - kiedy tylko wraz z Jonginem dogoniliśmy spacerujących chodnikiem maknae i Suho, ten drugi zaczął robić mi wywody, czemu wyciągnąłem Kaia z domu.
Owszem, może i chłopak był nieco chory, ale to co miał robić, kisić się w domu i dalej natykać się na Chanyeola, który z dość podejrzanym uśmieszkiem, dalej dawałby mu zioło a on nawet by się o to nie skapnął?
Pokręciłem głową z dezaprobatą i poklepałem Junmyeona po ramieniu.
- Przesadzasz. Nie zachowuj się niczym nadopiekuńcza umma, tylko daj chłopakowi w spokoju żyć. - mruknąłem, przez co ten nadął lekko policzki, opuszczając je i chyba udawał, że się na mnie obraził.
No dobra, wiedziałem, że jest słodki, jednak nie spodziewałbym się, że aż tak bardzo.
Roześmiałem się cicho na ten gest i spojrzałem przed siebie, gdzie Kai z Sehunem się w najlepsze przekomarzali, co chwilę szturchając i śmiejąc.
Po jakichś piętnastu minutach znaleźliśmy się już w jednej z knajpek i nasi najmłodsi dokonali już zakupu tych swoich pożądanych bubble tea. Tyle zachodu o sam zakup, a tak szybko można je dostać, co? Paradoks.
Nie było nawet co czekać dłużej, tylko nadszedł nasz czas na powrót.
A mnie chyba coś naszło na refleksje, czy chuj wie co.
Kai z Sehunem już zamilkli, w ciszy popijając swoje kolorowe napoje i posyłając tylko gromadzącym się dokoła fankom raz seksowne, raz wesołe i charyzmatyczne uśmieszki.
Ja natomiast idąc powolnym krokiem tuż koło Junmyeona, co i raz zerkałem na niego kątem oka, porządnie się nad czymś zastanawiając. Po chwili jednak na mojej twarzy pojawił się lekki zalążek uśmiechu, po czym szturchnąłem lekko Suho w ramię.
- Wiesz co? Może to zabrzmi śmiesznie, ale w tym momencie czuję się, jakbyśmy naprawdę byli rodziną. Ty - nieśmiała, ale charyzmatyczna mama, która z uwagą pilnuje swoich kochanych dzieci. Ja – pewny siebie ojciec, który trzyma je na dystans, a jednocześnie z czasem pozwala im wydostać się spod twojej zbyt opiekuńczej ręki... - powiedziałem, tak naprawdę zupełnie nie wiedząc co pierdolę – No a Sehun i Kai byliby naszymi dziećmi. Nie sądzisz, że to ładny obrazek?
Suho w momencie, kiedy ja skończyłem mówić uniósł wysoko głowę patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami, a na jego policzkach od razu mogłem zauważyć te śliczne wypieki. Uśmiechnąłem się rozczulony, czekając aż coś powie, a ten tylko uniósł lewą rękę do ust, zakrywając je, żebym nie zauważył, jak mocno się zawstydził, chociaż ja i tak już wszystko dokładnie widziałem. Swoją lewą dłoń po chwili uniosłem na wysokość ramienia Junmyeona i leniwym, ale zarazem motylim ruchem potem opuściłem po jego ręce, delikatnie łaskocząc skórę chłopaka, by w końcu dorwać się palcami do jego dłoni. Splotłem je ze sobą, opuszkami palców gładząc wierzch skóry Suho i nawet na niego w tamtym momencie nie spojrzałem. Mój wzrok utkwiony był z oddali, ale nie pozbyłem się uśmiechu z twarzy. Kai z Sehunem zaczęli przekomarzać się coraz bardziej, a ja idealnie mogłem usłyszeć, jak czyjeś serce mocno waliło z przerażenia, bądź też z pewnego rodzaju zamotania. Owszem, miałem na uwadze to, że takie trzymanie za rękę, po wyznaniu, jakie wyrzuciłem Suho, mogło być dla niego niekomfortowe, ale szczerze to miałem to gdzieś.
Uśmiechnąłem się delikatnie, kiedy poczułem, jak nasz uścisk zacisnął się jeszcze bardziej, a kątem oka zauważyłem, jak na jego twarzy pojawił się typowy, czerwony buraczek.
Fala nieopisanego gorąca zalała moje ciało, a ja czułem, jak pogrążam się w tym wszystkim jeszcze bardziej. Tonąłem w miłości, ale szczerze to nie chciałem by mnie ktoś z niej ratował.
- Kris, myślę, że nadawałbyś się na ojca, ale musiałbyś dużo nauczyć ich matkę, ponieważ ona jest jeszcze zagubiona. - kiedy Junmyeon po chwili zawstydzony wyszeptał te słowa naprawdę miałem ochotę wyskoczyć z siebie i stanąć obok.
On naprawdę nie wiedział, że takimi delikatnymi ruchami działał na mnie jak magnez, a ja wariowałem jeszcze bardziej.
I teraz widzicie moi drodzy, co zakochanie robi z człowieka.

about our first kiss,

Nasz pierwszy pocałunek pamiętam idealnie i wciąż czuję, jakby to było wczoraj.
Był wtedy czerwiec, tuż po promocji naszego nowego albumu XOXO Kiss&Hug oraz pojawienia się w sieci teledysku do piosenki Wolf. Nasze grafiki były bardzo napięte, więc w sumie tak naprawdę nie mieliśmy czasu ani dla siebie, ani dla innych członków zespołu, by chociaż przez jakiś czas zająć się nimi na osobności (bez skojarzeń proszę, chodziło mi tylko o rozmowę!).
Jak nie na jeden Music Bank, to na kolejny, to Inkagyo, czy jakieś durne wywiady.
Ale to opowiem w skrócie.
Na jednym z Music Banków tuż po naszym comebacku, zostaliśmy nominowani do nagrody na najlepszy i najpopularniejszy zespół wśród fanów. Jak dziś pamiętam, że stojąc na tej durnej koreańskiej scenie i czekając na werdykt lekko trzęsły mi się dłonie, ale nie chciałem przynajmniej na twarzy dać tego po sobie poznać, że się denerwuję. Wszyscy stali niemal w grobowej ciszy, uśmiechając się do fanów nieco sztucznie, bowiem każdego z nas z osobna i jednocześnie zjadał potworny stres.
Westchnąłem cicho, opuszczając lekko głowę, kiedy nagle, po tym cholernym wstrzymywaniu akcji przez prowadzącego po prostu dowiedziałem się, że EXO wygrało. Wiecie co? Nie spodziewałem się tego, bo zwyczajnie zawsze myślałem, że był ktoś lepszy od nas, ale jak widać...
Przez pierwszą chwilę nie mogłem w to uwierzyć i wpatrywałem się w publiczność, jak skończony dekiel, ale kiedy zauważyłem tą wielką radość na twarzy innych z zespołu, sam nie wiedziałem, co miałem zrobić. To było niesamowite uczucie.
Jednak i tak prosto w serce ugodził mnie widok Junmyeona, który rozpłakał się jak małe dziecko i był pocieszany przez innych. Były ku temu dwa powody. Nienawidziłem, kiedy dongsaeng płakał, a po drugie, tutaj znów rodziła się ta moja głupia, niewyjaśniona zazdrość o to, że przytula go ktoś inny niż ja, mimo tego, że nawet nie ruszyłem się z miejsca, by cokolwiek zrobić.
Postanowiłem jednak nie zaprzątać sobie tym głowy jak na razie, teraz i tak to nasze zwycięstwo zakręciło mi umysłem znacznie mocniej.
(…)
Tuż kiedy odśpiewaliśmy po rozdaniu nagród naszą piosenkę - Wolf, wszyscy prędko udaliśmy się za scenę, gdzie mieliśmy chwilę oddechu przed kolejnymi występami. Usiadłem zmęczony na sofie spoglądając, jak nagle cała nasza mała rodzinka rozpłynęła się w jedynie im znaną stronę. Westchnąłem cicho – no chyba zostałem tutaj sam. Oparłem się wtedy plecami o kanapę, odchylając lekko głowę i dalej kalkulując sobie wszystko, co się stało, jednak z moich rozmyślań wyrwał mnie mocny skrzyp drzwiami i głowa, jaka opuszczona wraz z ciałem nagle pojawiła się w środku. Uniosłem brew zaskoczony, prostując się, ale odetchnąłem w spokoju, kiedy okazało się, że osobą, jaka zawitała do środka okazał się być nie kto inny jak Junmyeon. Wsunął się powolnym krokiem do pomieszczenia, szczelnie zamykając za sobą drzwi i chwiejnie przysunął się do sofy, siadając tuż obok mnie. Spojrzałem na niego uśmiechając się delikatnie, ale ponownie niepokój ogarnął moje serce, kiedy łzy jakie pojawiły się u niego na scenie, nadal nie chciały zniknąć z jego ślicznej, delikatnej twarzy. Już miałem coś do niego powiedzieć, by się nie martwił, jednak ten mnie uprzedził łapiąc moją jedną rękę w swoją i posłał mi szeroki, ale bardzo szczery i wesoły uśmiech, który pod maską załzawionych oczu wydawał się jeszcze piękniejszy niż dotychczas.
- Wierzysz w to? Wierzysz w to, że wygraliśmy? - zaświergotał wesoło, patrząc się na mnie z wielkimi, pełnymi radości oczami, po czym, chyba nieświadomie schylił, opadając policzkiem na mój bark. - Bo ja dalej nie wierzę.
Uśmiechnąłem się jeszcze nieco szerzej, kiedy słuchałem słów chłopaka, po czym poczułem, jak w moim ciele zaczynają w jednej chwili kumulować się różnorakie emocje. Radość pomieszana z wszechogarniającą troską zaczęła po prostu ot tak rozwalać mi głowę, a pewnego rodzaju niemoc i zamotanie w kilku sprawach, idące w trójkąciku razem z pełną masą energii, powodowało, że sam zacząłem się w tym wszystkim gubić. Jednak mimo wszystko, kiedy skończyłem już maltretować swój umysł tymi dziwnymi myślami, spojrzałem w stronę Suho i odsunąłem jego głowę ze swojego barku.
Złapałem w palce jego podbródek, posyłając pełne ciepła, ale jednocześnie charyzmatyczne spojrzenie.
Ja wiedziałem, co czuję.
Ja wiedziałem, czego chcę.
Jednak nie miałem kompletnie pojęcia o tym, co działo się w nim.
Mimo tego, to nie było najważniejsze.
Liczyła się...
- Wierzę. W to akurat wierzę. Jednak nie mogę pojąć co ty w sobie takiego miałeś, że rozkochałeś mnie w sobie tak mocno, że teraz – w tym momencie złapałem jego drugą rękę, podsuwając ją do swojego mocno bijącego serca. - siedzisz tutaj i wcale nie mogę się ciebie pozbyć.
...miłość
Ona i to może nieco chore uczucie do niego.
Oraz Suho, który w moim sercu zajmował pierwsze miejsce.
- Kris, co...
- Cśś~
Pierwszy pocałunek przyszedł tak szybko. Dla mnie to była niemal jedna, krótka sekunda, chociaż trwaliśmy w niej tak naprawdę dość długo. Chciałem się nim narkotyzować, chciałem go czuć, chciałem, by był tylko mój.
Wplątanie palców w jego włosy nie sprawiło mi żadnej trudności, bo już od razu Suho był na wysokości mojej twarzy. Gorzej jednak było podczas uspokajania mojego mocno bijącego serca, kiedy nasze wargi się ze sobą zetknęły.
Jego cichy jęk rozbrzmiał w mojej głowie, jak kołysanka, bo aż poczułem się nieco sennie, kiedy smakowałem jego idealnych ust. Z początku owszem, opierał się, ale i tak wiedział, że nie miał ze mną szans, więc po kilku sekundach poddał się, zarzucając mi dłonie na ramiona. Nasze języki zawirowały w chaotycznym, namiętnym tańcu, a w środku ciał był ten cholerny strach, żeby ktoś teraz nie wszedł. Odchyliłem delikatnie jego głowę, coraz mocniej pogłębiając pocałunek, na przemian ze zwalnianiem tempa, kiedy w naszych płucach zaczęło już brakować oddechu. Samo czucie jego paznokci na moim karku sprawiało, że motyle rozwalały dolne partie mojego brzucha, a słodki smak ust Suho działał na mnie jak używka, ale z czterokrotnie zwiększonymi dawkami.
Musiałem oderwać się od jego idealnych warg, co zrobiłem niestety niechętnie, a jedyne co otrzymałem od niego w zamian to był nieskładny jęk, który miał chyba być jakimiś nieodgadniętymi słowami.
Ale ja ich nie potrzebowałem. Posłałem w stronę Suho charyzmatyczny uśmiech, po czym przytuliłem go do siebie mocno, szepcząc dwa, idealnie pasujące słowa do ucha. Miałem nic nie mówić, ale po prostu musiałem.
A co takiego? Na to pytanie jesteście sobie w stanie odpowiedzieć sami.
Miałem szczęście, że oderwaliśmy się od siebie w dobrym momencie, bo chwilę potem do pokoju wpadli świergoczący radością Chanyeol z Baekhyunem na rękach, który patrzył się na nas badawczo.
Ups. Chyba rumieńce wiele zdradziły.
Jednak dobrze wiedziałem, że i oni coś do siebie mają, więc po prostu olałem sobie ten gest.
EXO's so gaaay, jakby to jakiś hejter powiedział, ale serio, miałem to w dupie.
Ja przeżyłem swój pierwszy pocałunek z Suho tak jak chciałem, wszystko było idealne, więc nie potrzebowałem więcej.
about our first... time,

Jedyne co czułem w tamtym momencie to było cholernie gęste powietrze i gorący, niemalże palący oddech na policzku, który nie należał do mnie (tak kurwa, bo umiem sobie dmuchać na policzek, jasne!). Sam nie wiedziałem w sumie co robiłem, ale byłem świadomy tylko jednej rzeczy. Że przy sobie na łóżku miałem zupełnie nagą i zawstydzoną osobę, którą kochałem, i która oddała mi się dobrowolnie. Osobę tak bliską mojemu sercu, że mógłbym za nią skoczyć w ogień.
Ale to też opowiem od początku ze szczegółami.
To był dość ciepły i głośny wieczór w Seulu. Jakiś nowo wypromowany koreański girlsband dawał właśnie koncert na jednej z centralnych hal koncertowych w stolicy, a to oznaczało oczywiście, że wszyscy za namową Chaneyola i Kaia popędzili na ich występ potajemnie załatwiając sobie wejściówki VIPów. No, prawie wszyscy. Ja zostałem w domu zwyczajnie dlatego, bo coś mnie bolała głowa (no dobra, miałem ten koncert po prostu w dupie, ale nie chciałem o tym mówić głośno), a wraz ze mną na moje szczęście znalazł się i Junmyeon, który chyba naprawdę uwierzył w tą bajkę o bólu głowy i po prostu chciał się mną zająć.
Leżałem sobie wygodnie na kanapie, oglądając ze znużeniem jakąś głupią, koreańską dramę, i tylko wywracałem oczami, kiedy nadchodziły jakieś a to erotyczne sceny, a to jakieś durne mizianie po kątach przez głównych bohaterów. Zamknąłem powieki, przygryzając wargę, kiedy nagle usłyszałem ciche kroki rozlegające się po pokoju. Uchyliłem jedno oko, a nad sobą ujrzałem Junmyeona stojącego nade mną ze szklaną wody w dłoniach i jakimiś prochami, pewnie przeciwbólowymi.
Uśmiechnąłem się do niego leniwie, wyciągając do przodu jedną rękę.
Wyciągnąłem ją, ale jednak nie po to, by zabrać od niego szklankę, tylko ująć w dłoń nadgarstek chłopaka i pociągnąć go na siebie. Szklanka oraz proszki wypadły z jego dłoni, a ja tylko z uśmiechem triumfu przyciągnąłem go do siebie, wpijając się w jego usta.
Z początku mi się nieco opierał, ale co tam, nie trwało to długo.
- Myeonnie, jesteśmy sami w domu, nie chcesz tego wykorzystać?
- Co...?
- Kocham cię.
- Kris, co ty.... Ahhh!
Potrzebna mi była dosłownie sekunda i odrobina własnej siły, by przytrzymać przy swoim ciele Suho i samemu unieść się z nim do siadu. Dobrze wiedziałem, że będzie chciał mi uciec, więc unieruchomiłem mu biodra dłońmi, patrząc mu w oczy kocim spojrzeniem. Uśmiechnąłem się przy tym seksownie, a po tym tylko zbliżyłem do siebie Suho za kark, składając na jego ustach kolejny pocałunek i wariując, kiedy jego gorący oddech drażnił moje wargi. Kiedy już widziałem, że przestał mi się opierać, puściłem jego biodra i od razu dopadłem dłońmi do jego białej, nieco wygniecionej koszuli i prędko rozpiąłem guziki. Czułem, jak drżał, a to podniecało mnie jeszcze bardziej.
Odgarnąłem grzywkę z jego oczu, uśmiechając się do niego ciepło. Czerwone plamy zalały całe jego policzki, ale nie mogłem narzekać, że mi się to nie podobało. Obsypałem go kilkoma muśnięciami za uchem, kiedy zaś moja ręka z utęsknieniem wodziła po jego torsie.
- Kris, p-proszę nie t-teraz, a jak chłopaki, w-wrócą? - wysapał powstrzymując się od jęków, a ja tylko zaśmiałem się cicho.
- Myślisz, że naprawdę będzie im się chciało wracać z koncertu tak wcześnie. Suho, daj im spokój, ja cię pragnę.
- Oppa, jeszcze chwilę temu bolała cię głowa. - Myeonnie, rozjebałeś mnie.
- Kłamałem.
Ubraniom nie potrzeba było jakoś dużo czasu, by opaść z naszych ciał, a ciałom nie trzeba było wiele, by zaczynać na nowo siebie poznawać. Na nowo? Nie. Po raz pierwszy.
Błądziliśmy po sobie dłońmi z tak wielkim zapałem, jakby jutra w ogóle miało nie być. Suho może robił to nieco nieudolnie, ale wiedziałem, że bał się tego, kiedy z całej siły wtulił swoją głowę w moją szyję, jak ja zaczynałem wsuwać w jego wnętrze swoje dwa, smukłe palce.
- Yah, hyung, przestań, nhhh, to... - jęczał prosto do mojego ucha, kiedy rozciągałem go palcami, a mnie to podniecało tak mocno, że nie chciałem czekać.
Widząc jednak jego zaczerwienioną ze wstydu twarz, powiedziałem sobie, że wszystko może zrobić powoli, i w swoim tempie.
Kiedy unosił się na drżących dłoniach, by nabić się na mojego członka, ja aż z fascynacją patrzyłem na jego czerwoną z podniecenia twarz. Tego widoku chyba nie zamieniłbym na nic innego. Złapałem go lekko w biodrach, opuszczając w dół na swojego członka, a wargami muskałem powoli jego usta, które z rozkoszy niemal krzyczały do mnie jak szalone.
A potem jedynie patrzyłem.
Patrzyłem na niego, jak zawstydzony krzyczał moje imię, coraz mocniej, tak seksownie podskakując na mnie, jakby mnie ujeżdżał. Trzymałem w dłoniach jego biodra, wtórując mu swoimi jękami oraz niskimi stęknięciami i tylko delikatnie poruszałem biodrami, a on robił wszystko inne.
W końcu kiedy oboje byliśmy już na wyczerpaniu, Suho opadł na moje ciało niczym pluszak i dalej głośno krzyczał w mój tors, jak bardzo mnie kocha, a z jego najgłośniejszym wrzaskiem pośród wszystkich, ja po prostu doszedłem, wypełniając jego ciało całkowicie. Miałem mroczki przed oczami, powietrze zgęstniało, ale serce mówiło mi, że przez to cholerne uczucie zwane miłością miałem ochotę latać, a nawet chyba przenosić góry.
- Kris, ja... - jęknął cicho, kiedy powolnym ruchem wysunąłem się z niego i przytuliłem do swojego torsu.
- Tak wiem, ja też. - odpowiedziałem mu tylko, zamykając powieki.
Gęste powietrze w tamtym momencie mi naprawdę nie przeszkadzało. Suho był szczęśliwy, ja byłem szczęśliwy, więc chyba to liczyło się najbardziej. Liczył, się fakt, że miałem przy sobie kogoś, kogo kocham całym swoim sercem.

about the present time

Dzisiaj mijało dokładnie pół roku, odkąd byłem z Junmyeonem. Wcześniej opowiadałem wszystkim jedynie to, co działo się między nami, kiedy się zakochaliśmy, a teraz... teraz był ten czas, kiedy nasza miłość rozkwitła i przeżywałem z nim pół roku naszego związku.
Mimo, że tak naprawdę pół roku to nie było jakoś specjalnie dużo, to szczerze dla mnie wystarczająco, by wiedzieć, że naprawdę go kochałem.
Kochałem to tak mocno, jak nikogo innego wcześniej.
W sumie miałem tam kiedyś parę dziewczyn, ale nie wiem dlaczego, nie potrafiłem odwzajemnić ich uczuć. Może dlatego, że były zbyt nachalne, a jedna nawet chciała zapłacić mi za seks z nią, bo była moją zagorzałą fanką. Głowa może rozboleć człowieka od czegoś takiego.
Ale ja tu nie o tym miałem mówić.
Cały dzień niemalże byłem potwornie zabiegany. Nasz comeback był dobre dwa miesiące temu, więc nie ma co mi się dziwić, że miałem kompletne urwanie głowy. Suho w sumie nie był gorszy ode mnie. Nasze kochane exowe bachorki zaczęły już jęczeć, że ten comeback przyszedł za szybko i by sobie jeszcze po odpoczywali, ale jakoś nie chciało mi się już ich marudzenia słuchać. Chyba zdążyłem się na to uodpornić przez te półtora roku.
Kiedy nareszcie jakoś pod wieczór w spokoju mogłem zawitać do dormu i usiąść na dupie,by odpocząć, do mojego pokoju, jak burza wparował Chanyeol. Uśmiechał się od ucha do ucha, a potem usiadł obok mnie na łóżko, przyglądając, jakbym właśnie kogoś zabił i kazał mi tym wzrokiem się do tego przyznać.
Odwzajemniłem jego spojrzenie unosząc brew, a ten tylko wydął lekko wargę i szturchnął mnie w ramię.
- Pamiętasz, że to dzisiaj, prawda? - wbił we mnie te swoje wielkie, strollowane oczy, a ja tylko rozdziawiłem usta.
Że niby co?!
- Nie udawaj dekla dobrze wiem, że dzisiaj macie z Suho ważny dzień, a ty jeszcze nic nie zrobiłeś. - wzruszył ramionami, a ja myślałem, że wyrzucę go z kopa z pokoju. - I nawet się nie tłumacz, tylko rusz tą tłustą, chińską dupę i nie wiem, kurna zabierz nawet Suho na jakiś wieczorny spacer!! Nie widziałeś tego, jaki był smutny dzisiaj, nie widziałeś, że prawie popłakał się w łazience przed wywiadem, bo miałeś to w dupie! Taki zawsze zajęty! Myślisz, że EXO nie wie o tym, że jesteście razem?!
No dobra, furię złości spodziewałbym się po każdym (nawet po Tao) ale nie po Chanyeolu. Zagryzłem wargę i opuściłem głowę.
Ale skąd on kurwa wiedział, że Suho był moim chłopakiem?! Nieważne. To aż tak widać?
Naprawdę pamiętałem o dzisiejszym dniu, jednak nie chciałem robić tego wszystkiego tak późno. Przecież i Suho i ja byliśmy zmęczeni, więc pomyślałem, że może jutro z rana będzie lepiej, ale jak widać, bardzo się myliłem. Nie powiedziałbym, że dzisiejszy dzień byłby dla niego aż taki ważny.
Potem ponownie utkwiłem wzrok z Happy Virusie, wyciągając coś z kieszeni swoich obcisłych jeansów, a ten tylko swoją reakcją pokazał mi, że naprawdę można mieć jeszcze większe oczy niż on miał zawsze.
- To... pomożesz mi? - spytałem cicho, a Chanyeol poklepał mnie po ramionach, śmiejąc się jak idiota, po czym wybiegł z mojego pokoju jeszcze szybciej niż się w nim znalazł.
- Jak wszystko załatwię, to zadzwonię! Dla Baekhyuna to zrobiłem, to zrobię i dla ciebie, duizhang! - i wypruł przed siebie na szczęście nie łamiąc sobie po drodze tych swoich długich nóg.
A ja jedynie pokręciłem głową z dezaprobatą, wiedząc, że z takim napiętym grafikiem pełnym stresu, chyba osiwieję jeszcze szybciej niż powinienem.
*
Do przejścia zostało nam dobre dwadzieścia schodów, a ja cieszyłem się, że opaska, jaką przewiązałem Suho na oczach jeszcze z nich nie spadła. Ten lipcowy wieczór był dość chłodny, że nawet lekka, zwiewna bluza nie pomagała.
- Kris-gege, gdzie mnie ciągniesz... - jęknął cicho, machając rękoma i domagając się, bym tą opaskę zdjął.
- Zobaczysz. Daj mi jeszcze chwilę.
Ponownie jęknął, a ja tylko z kopniaka zamknąłem za sobą drzwi i łapiąc Suho za rękaw jego bluzy, pociągnąłem go za sobą, dając upust krokom dopiero za chwilę. Uśmiechnąłem się i składając delikatny pocałunek na jego karku, rozwiązałem opaskę na jego oczach.
Objąłem go mocno w pasie, przyciągając do siebie, bowiem wiedziałem, że zaraz zacznie wrzeszczeć, mając przed oczami seulską panoramę, a no cóż, mój Myeonnie nieźle bał się wysokości.
- K-kris, to...
- Oppa, saranghae...~ - mruknąłem cicho, a ten tylko wyrwał się w moich objęć, szarpiąc i wtulając w moje ciało, jak pluszak – Nie martw się, nie zapomniałem.
- Dobrze wiesz, że boję się wysokości.
Zaśmiałem się cicho i uniosłem jego podbródek, składając delikatny pocałunek na ustach.
- Wiem, ale przy mnie nie musisz się niczego bać. - dotknąłem dłonią jego policzka uśmiechając się lekko – A teraz chodź.
Widziałem, jak trzęsą mu się dłonie, kiedy zacząłem ciągnąć go w kierunku stojącej niedaleko na budynku kanapy, którą kochany Chanyeol tu wtachał, tylko ja kompletnie nie wiedziałem jak. Obok kanapy stał szklany stoliczek z dwoma kieliszkami i szampanem, a ja stwierdziłem, że jak bardzo wielkiej romantycznej strony tego derpa jeszcze nie znałem. Jednak mimo tego dziękowałem mu, że załatwił to wszystko tak szybko.
Usiedliśmy wraz z Suho na kanapie z kieliszkami w dłoniach, a chłopak oparł mi głowę o ramię. Uśmiechnąłem się lekko, głaszcząc go po głowie, przez co ten tylko się zaśmiał.
- Już naprawdę myślałem, że zapomniałeś. - powiedział rozmarzony, ściskając mocno wolną ręką moje palce, jakby dalej bał się, że spadnie z tego budynku, chociaż przecież stał na pewnym gruncie.
Pochyliłem się ku niemu ponownie lekko muskając jego usta i szepcząc w nie.
- Nie mógłbym zapomnieć, jesteś moim pierwszym i ostatnim, dla którego zrobiłbym wszystko. Nawet gdybym musiał, skoczyłbym za tobą z tego budynku, byleby tylko cię uratować. Dziękuję ci za te całe pół roku, Myeonnie... - uciąłem, bowiem chłopak wtulił mi głowę w ramię i po prostu zaczął w nie płakać.
- A ja... ja dziękuję za to, że mnie pokochałeś i za to, że mam was, czyli całą jedenastkę. - wyszlochał, a ja uśmiechnąłem się lekko i odsunąłem go od siebie.
Spojrzał na mnie zaskoczony, bowiem po prostu wstałem, patrząc na niego naprawdę rozkochanym wzrokiem. Nigdy bym nie powiedział, że zakochałbym się w kimś tak bardzo mocno, ale do dziś nie żałuję. Przyklęknąłem przed nim, wyciągając z kieszeni płaszcza coś, co skrywałem od dobrego miesiąca, ale wiedziałem, że swojej decyzji nie zmienię.

and my declaration of love.

- Junmyeon, pytam się ciebie śmiertelnie poważnie, czy zechciałbyś zostać przy moim boku już do końca swojego życia?
Złoty pierścień odbił się blaskiem na jego palcu w świetle księżyca, a moja historia miłosna się tutaj zakończyła. Suho przyjął pierścień, ówcześnie płacząc w moich ramionach, a mnie szczęście rozwalało od środka. O tym, że był on dla mnie najważniejszą osobą na świecie, wiedzieli tylko chłopcy z zespołu. Nikt inny nie potrzebował tej wiadomości w swoim mózgu. Najważniejsze było to, że nasz zespół trwał dalej, a wszyscy byliśmy najszczęśliwszą rodziną na świecie.
Obyście wy, drodzy fani wytrwali razem z nami do naszego kolejnego comebacku, bowiem historia chłopaków z EXO Planet jeszcze się nie zakończyła. Zmieniło się po prostu kilka rzeczy, które tak naprawdę przyniosły wiele dobrego.
Tak szczerze to większość z nas znalazła już swoją miłość (mówię tu na przykład o Chanyeolu i Baekhyunie oraz Kaiu i Sehunie), ale poza zespół nic nie wyszło na światło dzienne.
Jednak wiecie co wam powiem? Mimo, że jestem już z Suho te całe pół roku, to i tak pozostanie od dla mnie tym jedynym i pierwszym, bowiem to jego pokochałem tak wielką miłością, której nie mogłem dać nikomu innemu.

...for me, you'll always be the first, no matter how long, I'll be with you.”

15 komentarzy:

  1. Omomomomomo! ♥ Jakie to było super... I ten pierwszy pocałunek... xD Strasznie urocze (^_^) Ogromnej weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, a z niewiadomego dla mnie powodu, moje oczy szkliły się od łez, a one same wolno spływały pojedynczo po moich policzkach...
    Nie wiem jak mam skomentować, zawsze to sprawia mi kłopot, jednak teraz nie mogłam obojętnie obok tego posta przejść.
    Cudowne, a jakie urocze... Niewiele mogę powiedzieć, a raczej przeciwnie, bo nie mogłabym ująć tego wszystkiego, co się we mnie pojawiło, w jednym zdaniu.
    Podczas czytania czułam tyle emocji.. Nie wiem dlaczego pojawił się także smutek, niemniej jednak, pomógł mi lepiej 'zrozumieć' tekst, a ta radość związana z powstaniem ich związku, ponagliła kolejne łzy, które w mgnieniu oka przemieniły się w cichy, 'lekki' płacz radości.
    Mocno skupiłam się również na samym Suho, który tu, w twoim opowiadaniu, jest przedstawiony, jako nieśmiały, niewinny chłopiec, jakiego kocham.
    Kris także został pokazany w sposób, jaki lubię. Był spokojny, śmiały i po prostu był. Przyznam, iż lubię go w roli dominującego, więc i tu jest pozytyw.

    Ahh, naprawdę nie wiem co pisać... Skończę więc ten komentarz na tym.
    Pozdrawiam i weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. KrisHo KrisHo KrisHo KrisHo ♥
    Przez Ciebie stwierdziłam, że chujowo piszę i jestem beztalenciem. Wszystko pięknie, cud, miód opisane. Uczucia przepięknie odwzorowane, znowu nie wiem co napisać. Gorąco mi się zrobiło.
    Nie tylko Ciebie Krisie ,, opppa '' rozjebało ♥
    Suhosiątko kochane, płakające, pocieszne, khkgfkjhadkagfaka, ruchający się rodzice. Dziwne, że SeKai nie kapnęli się co rodzice wyprawiali na spacerze z bubble tea :>
    A teraz czekam na moje zgubione dzieci ;-;

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, masz talent, naprawdę. To było urocze i jeszcze tak ciekawie podzielone - teksty pisane kursywą. Ciekawie, choć nie wiem, czy właśnie na to powinnam zwrócić uwagę w tym komentarzu, ale... Powiedźmy, że jest dobrze (nie umiem komentować :P) Mam nadzieję, że kolejny rozdział z "Nie z tego świata" też się niedługo pojawi. Tak, nadrobiłam, więc bądź ze mnie dumna, dobrze? Dlaczego? Bo jestem strasznym leniem i jak czegoś nie przeczytam od razu, to potem mi się już nie chce. Wiesz... W Twoich opowiadań jest "coś", co mnie naprawdę przyciąga.

    No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci dużo, duuuużo weny (:

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. To było takie słodkie~! dostałam chyba cukrzycy xd nie wiem jak to opisać... To było wspaniałe, tatuś Kris i mamusia Suho kocham <3 (a tak na marginesie, możesz napisać jakiś rozdział ze starszych opowiadań, biedne nie dokończone opowiadania xd)
    dużo weny i chęci do pisania~

    OdpowiedzUsuń
  6. To było naprawdę urocze ^^ Sam cukier xd ale to dobrze, lubię czytać o czyimś szczęściu :P Najbardziej podobał mi się moment, podczas którego pierwszy raz złapali się za ręce... To było takie wspaniałe, że aż nie umiem tego opisać. Aż się uśmiechnęłam, jak to czytałam ;) I do tego Kai i Sehun jako dzieci... haha
    Masz talent, wiesz o tym? Naprawdę lubię czytać Twoje opowiadania <3 Mam nadzieję, że szybko dodasz coś nowego ^^ Szczególnie Nie z tego świata :p
    Pozdrawiam i zapraszam Cię też do siebie, na mój nowy blog o EXO <3

    OdpowiedzUsuń
  7. mam chyba cukrzycę. *.* Boję się aż czytać twoje dalsze opowiadania. mogę ci powiedzieć, że momentami masz umysł niczym psychopata, a raz jak prawdziwy cukiernik. JKHHDSKDHSDKJSD ♥
    Jak zaczęłam to czytać to z początku się nieco obawiałam z powodu ego, ze trudno mi ich sobie raz wyobrazić. Jednak teraz sama mam nieco chore pomysły z tym parringiem. WTF, co Ty ze mną robisz!?

    ... Mały psychopata. ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaka ładna, romantyczna historia. :) Jakoś miło mi się czytało ich losy, mimo iż osobiście bym ich nie sparowała to po przeczytaniu tego opowiadania muszę przyznać, że jako tatuś i mamusia EXO są idealni. ♥
    Jak Kris pokazał Chanyeol'owi pudełeczko to od razu pomyślałam o pierścionku - wydawało mi się to mało męskie, ale zakochałam się w uczuciowym i kochanym Krisie, który dodatkowo jest tak dobry dla Suho.
    Nic dodać nic ująć genialnie napisane. ♥

    Aaaa! I bardzo podoba mi się twój nowy szablon. Fioletowy zawsze dobrze mi się kojarzy. :)
    Pozdrawiam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Zabiłaś mnie! Kocham KrisHo, a jest tego tak niewiele, że dostaje spazmów, jak tylko widzę z tym opo *.* Takie piękne, słodkie, fluffowe *.* Rozpływam się *.*
    Just... You made my day <3
    Krisusie.... nie mogę wytrzymać z tych feelsów *.* Totalnie jaram się tym opowiadaniem! Mistrzu! <3
    Nie kompromituje się dalej...
    Hwaiting! *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak Ty to robisz *u*
    ~W

    OdpowiedzUsuń
  11. Czemu ja tam bardzo kocham Krisho? *-*

    Kocham tego one shota, cudowny, rozpływam się, moje feelsy to jedna wielka papka, biedne po czymś takim się nie pozbierają, jak ty to robisz że kocham wszystko co piszesz? Więcej takich one shotów *-* xd

    OdpowiedzUsuń
  12. Popłakałam się(znowu)z niewiadomych dla mnie powodów...Super historia,i jak widzę,wena dopisała.Oby tak dalej ^_^!

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimo, że to już dawno opublikowałaś postanowiłam napisać komentarz, który wcale nie będzie taki superowy-długi. Wybacz.
    Dopiero teraz zaczynam shippować Krisho i natknęłam na tego bloga, dokładniej tutaj i dziękuje z całego serca googlu, że mnie tutaj przywiózł! ,_,
    Na początku byłam w stuprocentowa pewna, że jest perspektywa Suho, a tutaj Krisus! No dobra, czytam dalej i jestem... zaskoczona, zauroczona, gdzieś tak. Nie umiem wyrazić tego uczucia, sorry. Zapewniam Cię, że to są pozytywne uczucia. :3 Mam nadzieję, że będą dalej ficzki z Krisho i w takim stylu! Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zabijcie mnie. Przeczytałam to teraz, kiedy są same problemy w fandomie. I absencja Krisa .-.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Miharu