Blog z opowiadaniami yaoi z zespołami z koreańskiego popu, poświęcony w większości fanfiction o zespole EXO. Większość tylko z tej tematyki, ale jestem pewna, że trafi się również coś innego. Nie lubisz, nie czytaj.

Nie z tego świata - Trzeci.




Tytuł: Nie z tego świata
Typ: Seria. [Rozdział 3]
Gatunek: AU
Paringi: OT12 [TaoHun, XiuBaek]
Ostrzeżenia: Przekleństwa, pobicie
Długość: 5158 słów
Notka autorska: Marta Cz. spełniła się Twoja chęć na paring. <:


Od dobrych dziesięciu minut siedział na jednej z drewnianych ławek w pekińskim parku i wodził wzrokiem za kolejnym idącym koło niego przechodniem. Zaczęło mu się już nieco nudzić, bo to czekanie na jego dziewczynę robiło się naprawdę irytujące. Hyosung – Koreanka z którą był dobry rok, stwierdziła, że w końcu muszą się spotkać, skoro miesiąc się nie widzieli, bowiem ma mu coś ważnego do powiedzenia.
Tylko Tao zastanawiał się, co to takiego mogło być.
Przez pierwszą chwilę w jego głowie pojawiła się myśl, że może chce go przeprosić za to, że się tyle nie odzywała i udawała, jakby w ogóle nie byli ze sobą. Chociaż nie, to nie byłoby w jej stylu. Hyo sama w sobie miała bardzo trudny charakter, który Tao poznał u niej już niemal za pierwszym spojrzeniem w te duże, brązowe oczy. Widział w niej wielką, zaplutą sukę, która miała na celu, by trzymać przy sobie tylko swoje własne dobro, a nie ogółu. Była niczym dziwka – może i nie dawała dupy (chociaż kto ją tam wiedział, skoro widywali się nawzajem tak rzadko), jednak co Tao miał zrobić, skoro ona mieszkała w Korei, a on w Chinach? Wiedział, że na pewno kogoś miała, tylko po prostu udawał, że przed nim dzieje się zupełnie co innego. Dlaczego? Bo zwyczajnie nie chciał się denerwować. I tak nigdy jej nie lubił, a miłym w jej towarzystwie stawał się tylko z przymusu, zakładając na twarz maskę słodkiego, chińskiego chłopca, o ślicznej, przefarbowanej blond czuprynie. Nigdy w sumie jej nie kochał, więc nawet jeżeli przyjdzie do niego z jakimś swoim nowym lowelasem, to jakoś bardzo nie będzie mu przykro. W sumie pójdzie mu to na rękę, bo sam nie miałby serca z nią zrywać – i tu znów ukazuje się ta jego delikatna, może nieco naiwna strona.
A może zwyczajnie chodziło mu o zupełnie inny powód, dla którego nie kochał Hyosung, tylko po prostu nie chciał się jakoś do niego specjalnie przyznawać?
Westchnął ciężko, na chwilę przymykając powieki, ale uśmiechnął się delikatnie, dłonią odrzucając z czoła zalegające mu na oczach przydługie blond kosmyki grzywki. Ciekawe ile jeszcze będzie musiał czekać na nią, żeby się prędzej dowiedzieć, co za nowego patałacha sobie znalazła. Serio, miał lepsze rzeczy do roboty, a jakoś spotkania z nią zaczęły go coraz bardziej męczyć.
W pewnym momencie poczuł, jak jego wyciszony z dźwięku telefon zaczął wibrować, więc ocknął się ze swojego zamyślenia i wyciągnął go z kieszeni dżinsów, po czym pokręcił głową z dezaprobatą. Hyosung dzwoniła – Boże czemu nie można tego załatwić szybciej?
Odebrał, oczywiście przeklinając dziewczynę w myślach.
- No cześć, co... - ale uciął, bo Hyo mu przerwała.
- Kochanie, obejrzyj się.
Specjalnie na coś takiego by nie zareagował, ale jakoś tak mu się zrobiło dziwnie słabo i jego ciało nieznacznie zadrżało. A jeszcze na dodatek ten dziewczęcy głos usłyszał tuż nad swoim uchem, co za tym idzie, dreszcze przy czymś takim wzmacniają się razy dwa. Można powiedzieć, że Tao miał wrażenie, jakby ta lalunia go śledziła.
Za poleceniem (co w sumie było nawet odruchem bezwarunkowym) obrócił głowę i wtedy ujrzał jej twarz. Pierwsze co przykuło uwagę Tao był fakt, że pomalowała sobie oczy mocną kredką. Odkąd byli ze sobą, nigdy tak nie robiła, więc to była pierwsza rzecz, jaką Tao uznał za dziwną. Kolejną była też ta, że jej dekolt zbyt odsłaniał piersi – przy nim chowała je jak najbardziej się dało, a tu proszę – dziunia jak ta lala. Jednak chyba blondyn miał rację co do tego, że dawała dupy.
Hyo uśmiechnęła się do niego pobłażliwie, po czym musnęła lekko policzek chłopaka, mierzwiąc lekko dłonią jego włosy. Tao na ten gest nawet jakoś specjalnie nie zareagował, tylko wywrócił w myślach oczami. Hyosung natomiast okrążyła ławkę, na której siedział i zajęła miejsce obok Chińczyka, wciąż uśmiechając się słodko, jednak Tao wiedział, że za tym uśmieszkiem kryła się obrzydła twarz suki. Zarzuciła swoimi długimi włosami w tył i położywszy jedną z dłoni tuż przy kroczu chłopaka, posłała mu kolejny uśmiech.
- Tęskniłam za tobą, wiesz?
Tao wywrócił oczami. Nawet ta jej ręka na czułym miejscu mu nie przeszkadzała, co wydawać by się mogło nieco dziwne.
Westchnął ciężko i wzruszył ramionami.
- Możesz już przestać grać i powiedzieć w końcu o co ci chodzi? Śpieszę się, mam inne spotkanie za dziesięć minut. - no, niezły blef, ale miał już zwyczajnie dość jej pięciominutowego towarzystwa.
Może to i dziwne, ale swoim samym sposobem bycia, zaczęła mu już nieźle grać na nerwach.
Koreanka uniosła brew w szoku, cmokając z niezadowoleniem.
- A co kochanie, idziesz sobie do swojej innej dziuni? - suka, no dosłowna suka z niej.
Tao uśmiechnął się i zepchnął dłoń dziewczyny z siebie, wstając.
- Nie, ale na ciebie pewnie czeka twój nowy alfons. Spójrz na siebie, dziewczyno! Czy będąc ze mną ubierałaś się tak? Nigdy nie widziałem, żebyś chociażby założyła nieco krótszą spódnicę, czy chociażby bluzkę lekko odkrywającą brzuch! - powiedział, starając się nie krzyczeć, a Hyo tylko spojrzała na niego z wielkimi oczami, próbując powstrzymać się od krzyku.
Opuściła głowę, a z jej oczu nagle pociekły łzy.
- Ty myślisz tylko o jednym, chciałeś jedynie mojego dziewictwa, a nie miłości, j-jak możesz?!
- Przestań pieprzyć! W ciąży jesteś, że tak ci się nastroje zmieniają? - Huang westchnął z przekąsem, posyłając dziewczynie pełne politowania spojrzenie, a ta tylko wstała i pchnęła go lekko dłońmi za klatkę piersiową, ale to i tak nic nie dało.
- A nawet jeżeli jestem w ciąży, to gówno cię to obchodzi, na pewno nie jestem w niej z tobą! - krzyknęła, już nagle nie płacząc (tak jakby wciągnęła swoje łzy z powrotem do oczu) i zakryła szybko usta dłońmi.
- No widzisz kochanie, nawet kłamać nie umiesz~ - blondyn uśmiechnął się, powoli wstając z miejsca, jednak nie poszedł daleko, bowiem Hyo, cała czerwona ze złości złapała jego nadgarstek.
Już chciała się zamachnąć, by wymierzyć mu siarczysty policzek, jednak Tao niczym sprytny, czarny kot, uprzedził ją, samemu unieruchamiając dziewczynę za ręce. Obrócił ją w swoją stronę, patrząc w oczy z uśmiechem. Hyo otworzyła szeroko usta, próbując się mu wyrwać, jednak blondyn miał o wiele więcej siły od niej. Spojrzał w jej oczy z dziwnym triumfem i przechyliwszy ją, posłał dość wrednego, ale równie uroczego całusa.
- Czemu się na mnie nie wkurwiasz za to? Nie rozumiem...
Tao roześmiał się.
- Dlatego, że nigdy cię nie kochałem, a poza tym, jestem gejem.
Nie no, tego już było za wiele. Hyosung krzyknęła głośno, wyrywając się z całej siły z uścisku Tao, a ten drugi zaś, nagle upadł na ziemię, czując bolesne uderzenie w plecy. Z jego ust wyleciała stróżka krwi, a osoba, która ten cios mu zadała, podeszła pewnym krokiem do Hyosung,obejmując ją ramieniem.
- Ten pedał chciał mnie uderzyć. - powiedziała, udając wielce pokrzywdzoną.
- Widziałem. Ale dobrze, że podszedłem. - odezwał się trzeci, niski, męski głos.
Tao zaskoczony tym wszystkim podniósł nagle wzrok, po czym otrzymał kolejny cios, tyle, że w twarz. Jęknął cicho, upadając na ziemię, a Hyo uśmiechnęła się jadowicie.
- Dobrze, Jaehyun, a teraz idziemy. Ten szczyl okłamywał mnie cały czas – powiedziała i objęła mocno za szyję swojego nowego chłopaczka, który cały czas przyglądał się ich rozmowie zza drzewa.
Jego najkrótszy opis? Był Koreańczykiem, a z wyglądu przypominał goryla. Dosłownie.
Hyosung uśmiechnęła się szeroko i zerknęła jeszcze raz kątem oka w stronę leżącego na ziemi Tao.
- Wyśmiałeś mnie, nie myśl sobie, że puszczę ci to płazem. Takich chujków jak ty trzeba tępić, prawda, Jae? - mruknęła, kopiąc lekko obcasem buta, leżącego na brzuchu ZiTao. - A, i wiesz co, Chinolku? Spotkamy się jeszcze. Nie puszczę ci płazem tego że wyśmiałeś mnie. MNIE. Jaehyun, jak spotkamy się jeszcze raz, to zrobisz z nim porządek. Tak obijesz mordę, że nie będzie wiedział, jak się nazywa.
Koreańczyk skinął głową i wyszeptał coś dziewczynie do ucha, po czym oboje się oddalili. Zniknęli w tłumie ludzi chodzących drogami w parku, a Tao jęknął cicho pod nosem, trzymając się za żebra, po czym poniósł na obolałych rękach, kuśtykając do pobliskiego drzewa. Oparł się o jego korę, wzdychając cicho.
Chyba będzie musiał zacząć bać się o swoje życie.
Jednak potem zaśmiał się cicho. On ma się bać? A skąd! To była tylko chwila nieuwagi, bowiem nie spodziewał się, że Hyosung może wywinąć mu taki numer i przyjść na spotkanie z gorylem z zoo.
Jak widać dobrze znał się na ludziach, a co do samej Hyosung to było mu jej szkoda.
Pomasował sobie ręką obolałe żebra i z uśmiechem na ustach ruszył w stronę pobliskiego jeziora – miejsca, gdzie często lubił odpoczywać.
Teraz będzie musiał chyba odreagować podwójnie, bo żebra go tak bolą, jakby mu je ktoś połamał.
Pokręcił głową i zniknął między tłumem, spuszczając wzrok.
~*~
O tej porze nad jeziorem zawsze nikogo nie było. Ludzie uważali, że woda była zbyt zimna, albo po prostu zwyczajnie nie chciało im się tutaj przychodzić, bo nie mieli co ze sobą zrobić w tym miejscu. Było zbyt cicho i spokojnie, ale Tao zdecydowanie to jezioro uwielbiał. Przychodził tu niemal codziennie, zawsze rozkładając się z kocem pod wielką koroną rozłożystego dębu tuż naprzeciwko ogromnego jeziora, w którego tafli zawsze wesoło odbijało się słońce, a kaczki pływały na powierzchni.
Teraz także zrobił podobnie.
Z cichym westchnieniem na ustach zamknął oczy, siadając przy brzegu i mocząc w wodzie dłoń. Radosny śpiew ptaków docierał do jego uszu a przyjemny, wiosenny wiatr tylko dopasowywał się do atmosfery, bawiąc się jasnymi kosmykami ZiTao. Chłopak przygryzł wargę krzywiąc się lekko; wciąż w jego głowie siedziała Hyosung i nadal czuł ból, po tym cholernym uderzeniu w plecy. Nie to, żeby był jakoś bardzo zły, tylko po prostu zwyczajnie zrobiło mu się przykro. Był świadomy tego, jak ona będzie się prezentować przed nim, no, ale jednak mogła zachować jakiekolwiek cząstki swojego honoru i nie zachowywać się jak dziwka. Przecież mogła mu powiedzieć, że ma go w dupie, tak nie byłoby problemów. No, ale jak widać, sukom takim, jak ona nawet nie zależy na tym, by nie mieć problemów, ale by przysporzyć ich nie tylko sobie, ale i innym dokoła, jak może i była już mowa wcześniej.
Pokręcił głową z dezaprobatą, unosząc ją po chwili ku górze i uchylając powieki, po czym uniósł brew z zaskoczenia. Coś dziwnego nagle pojawiło się na niebie, kręcąc dokoła niczym karuzela i do tego świecąc okropnie jasnym światłem. Tao z początku myślał, że może była to kometa, ale przecież one nie kręcą się we wszystkie strony, ale światło od niej jak najbardziej na to wskazywało. Podniósł się do pionu i przymykając lekko oczy przez rażącą jasność, spoglądał przed siebie i na zbliżający się ku niemu obiekt. W pierwszej chwili pomyślał, że może powinien zacząć uciekać, ale jego wrodzona ciekawość jednak zwyciężyła i nie ruszył się nawet o krok. Rażąca prędkość tego obiektu w pewnym sensie przyprawiała Tao o zawroty głowy, ale nie mógł oderwać od niego wzroku. Złapał mocny dech w płuca, odchylając delikatnie do tyłu, kiedy lecąca w jego stronę „kometa” po prostu wpadła do jeziora z charakterystycznym chlupnięciem, a kilka kropel rozprysnęło się dokoła, powodując efekt odbijania pięknego, słonecznego światła w wodzie. Dziwny obiekt wpadł jakoś w połowie od samego brzegu, więc woda nawet nie dosięgnęła Huanga, ale dziwnym wydało się dla niego jedynie to, że to chlupnięcie było zbyt delikatne, jak na znalezienie się w wodzie właśnie komety. Prędzej Tao mógłby powiedzieć, że to był jakiś człowiek, niż asteroid, ale zaraz... Czy ludzie mogą spadać z nieba?!
Trzepnął się mocno dłonią po czubku głowy i spojrzał z wyrzutem przed siebie tam, gdzie jeszcze przed sekundą, słychać było chlupnięcie. Nic specjalnego jakoś się w tamtym miejscu nie działo, więc na nowo usiadł na trawie, zapominając na pierwszą chwilę o tym, co się stało, jednak nurtowało go, że dla Tao to wcale nie była kometa. Zamknął na chwilę oczy, kiedy nagle...
- AAA, pomocy!! - usłyszał i zdębiał.
Podniósł się na równe nogi, jeszcze szybciej niż usiadł, po czym zaczął wytężać swój sokoli, mocny wzrok, a przed nim pojawiła się dziwnie skacząca w jednym miejscu postura człowieka. Ej, chwila. Ona nie skakała, ten ktoś był sam na środku jeziora... i topił się. Poczuł nagle, jak zrobiło mu się gorąco, ale jego kończyny zupełnie odmówiły współpracy. Widział przerażonym wzrokiem, jak osoba znajdująca się na środku jeziora, niemalże już poleciała na samo dno wodnej toni, ale Tao w odpowiednim momencie odzyskał czucie w nogach i niczym waleczny lew (lub też puma, jak kto woli) zerwał z siebie jednym szarpnięciem koszulkę, wskakując do wody i płynąc w kierunku topiącej się osoby. Nie zajęło mu to w sumie jakoś długiego czasu, bo w dobre trzy minuty szybkim i zaciętym machaniem rękoma znalazł się przy topielcu. Zdążył zauważyć, że na pewno był to chłopak – jednak teraz jego wygląd nie był najważniejszy. Przerzucił go sobie przez ramię, opierając ciało chłopaka na plecach i dysząc ciężko wrócił na powierzchnię. Oczywiście lepiej byłoby mu, gdyby nieznajomy nie zemdlał, czy chociażby żył (bo nikt nie wiedział, czy on oddychał, czy nie), ale Tao poprzez treningi wushu, trochę wyrobił sobie te mięśnie. A o klacie to już mówić chyba nie trzeba. Ułożył bladego, z lekko sinymi ustami chłopaka na trawie, z początku chcąc go przywrócić go życia poprzez uciskanie klatki piersiowej, ale kiedy to nic nie dało, odgarnął dłonią zalegającą tęczową grzywkę (która wydała się Tao dość urocza swoją drogą) i wykonał po prostu pierwszą pomoc poprzez sztuczne oddychanie. Jednak w pewnym momencie, kiedy wargami Tao targnął słodki smak ust chłopaka, nie mógł się powstrzymać i lekko obrysował koniuszkiem języka jego dolną wargę, muskając ją przelotnie.
I to właśnie był chyba ten impuls, żeby ten chłopak o tęczowych włosach otworzył oczy z przerażeniem i zaczynając wymachiwać rękoma, przestraszony uciekł pod wielki dąb. Zaplątał dłonie dokoła kolan, patrząc się w oczy Tao z wielkim, nieodgadniętym szokiem. Zasłonił usta jedną z dłoni, przecierając je i wydukał łamiącym się głosem.
- D-d-dlaczego mnie pocałowałeś?!
Tao na to tylko uśmiechnął się do niego kokieteryjnie, szybko oblizując swoje usta językiem.
- Nie pocałowałem, chciałem cię tylko obudzić. Jak masz na imię, chłopcze?
Chłopak o tęczowych włosach tylko zamknął z zażenowania powieki, zasłaniając się pięściami.
- Sehun. - wymamrotał, odsłaniając twarz dopiero wtedy, kiedy nie czuł piekących, czerwonych plam na policzkach.
- Spadłeś z nieba? - no dobra, może i Tao zadał pytanie, jak z dupy wzięte, no ale przecież sam dobrze, co ten cały Sehun przed chwilą zrobił.
- A ty kim jesteś? - tęczowo-włosy chłopiec zupełnie zignorował pytanie Tao, odpowiadając na nie dopiero po dłuższym namyśle. - Ja chcę wrócić na EXO Planet. Chcę znaleźć Suho, Chanyeola, Kaia, Baekhyuna i Kyungsoo, nie chcę być tutaj sam.
Jasnowłosy uniósł brew w zaskoczeniu i im bliżej zaczął podchodzić na kolanach do Sehuna, tym bardziej ten ostatni wciskał się w korę drzewa, a jego ciało ze strachu zaczęło dygotać. Tao powoli wyciągnął w jego stronę rękę, przechylając w tym samym czasie lekko głowę w bok, by przypominać słodszego i powiedział, niemalże przepełnionym cukrem i ciepłem głosem.
- Mam na imię Tao, a ty Sehun, nie bój się. Nic ci nie zrobię. - wyciągnął w stronę chłopaka obie ręce, a ten tylko z niepewnym wzrokiem na twarzy przysunął się, od razu mocno wtulając w ciało jasnowłosego.
A, i wcale się nie zarumienił, kiedy był blisko z Tao, wcale nie czuł, jak waliło mu mocno serce, kiedy pod przemoczoną koszulką, poczuł te idealne mięśnie i wcale mu nie przeszkadzało, że przytulał chłopaka.
- Co to jest to EXO Planet? - dopytał ZiTao, klepiąc tęczowo-włosego po plecach.
Ten westchnął tylko ciężko i mruknął niczym kot cichym głosem.
- Mój dom. Chcę tam wrócić, ale... - i uciął.
A potem nie zrobił już nic.
Poczuł promieniujący ostry ból w okolicach głowy, a nagle na jego skroni pojawiła się wielka, krwista rana, cieknąca po boku jego policzka. Sehun zamknął oczy, opadając bezwładnie w ramiona Tao, który z niezłym mętlikiem w głowie przycisnął go do siebie.
- Sehun?! SEHUN!! - warknął Chińczyk, potrząsając lekko ciałem nagle zemdlonego.
Miał aktualnie w głowie dwa pytania: Co to było to całe EXO Planet, oraz dlaczego na skroni Sehuna nagle pojawiła się krew?
Dowie się tego pewnie dopiero wtedy, jak zajmie się Sehunem w domu, i jak on właściwie to się obudzi (no bo raczej od nieprzytomnego by się nic nie dowiedział. Haha, ale śmieszne). Niewiele myśląc więc złapał chłopaka na ręce i zagarniając swój plecak, pobiegł czym prędzej do domu.
Może i dziwne, że ot tak sobie tego chłopaczka do siebie zabrał, ale przecież nie mógł go zostawić samego, skoro nawet on nie jest „stąd”.
No tak. Mimo wszystko dalej jakoś nie chciało mu się wierzyć w te brednie o jakimś tam EXO Planet i o tym, że podobno na ziemię spadło więcej „aniołów”, skoro sam Sehun szukał tych swoich przyjaciół.
*
- Powiedziałem, że od piątku miałeś tydzień, żeby się z nami rozliczyć, a tu co? Osiem dni. OSIEM DNI!! Widzisz, dostałeś jeszcze jeden gratis, a ty co robisz?! - w parku dało się słyszeć, jakby ktoś właśnie się kłócił - Nie wywiązujesz się ze swojego postępowania, a my nie będziemy tego tolerować. Pamiętaj. Masz pięć dni. Pięć. A jak nie to kaput, kumasz?
Został mocno pchnięty na parkowy, niebiesko-czerwony, ceglany chodnik i z głośnym jękiem przyjął mocne kopnięcie w brzuch. Zwinął się z bólu, przyjmując w pewnym momencie postać kokonu, który tylko co chwilę drżał, poprzez czucie potwornego, piekącego uczucia w żołądku. Z jego ślicznych, brązowych oczu wyleciało kilka, delikatnych, jasnych łez, a wargi zacisnęły się z bólu.
Jęknął cicho.
Jak długo to jeszcze będzie trwać?
Uniósł rozgoryczone spojrzenie ku górze i znów przed jego oczami ukazał się ten sam obraz, który co i raz widywał teraz od dobrych siedmiu miesięcy. Znów te same okropne „twarze” (czemu cudzysłów? Bo nie widział on właśnie twarzy, tylko potworne, brudne, ciemne maski i czuł na odległość te śmierdzące oddechy), które wyśmiewały się z niego, szydząc, jak z ostatniego, skończonego błazna, bo to nie on zawinił, a jego świętej pamięci ojciec, a teraz to właśnie on musiał cierpieć.
Poczuł, jak został pociągnięty za włosy. Zamknął oczy z całej siły – wiedział, że zaraz ponownie skończy się to kolejnym, mocnym uderzeniem w twarz, czy inną część jego ciała, bo przyzwyczaił się do tego, że kiedy za każdym razem się z nimi spotykał, to obrywał. Westchnął cicho i głucho, już przygotowując się na uderzenie, kiedy nic takiego nie nastąpiło. Został jedynie odepchnięty w tył, a głośne, niskie pomruki wydały się z ust stojących nad nim postaci.
- Pamiętaj. Pięć dni. Jak tego nie załatwisz, to się rozliczymy inaczej.
A potem, jakby się rozpłynęły.
W pewnym momencie Minseok (bo tak biedny, poturbowany pan leżący na chodniku miał na imię) zupełnie nie wiedział, gdzie się znajduje. Myślał, że to może ten następny najgorszy koszmar, jaki przeżywał, ale jak dobrze wiedział w swojej podświadomości, była to rzeczywistość. Podparł się na obolałych dłoniach o chodnik, po czym lekko uniósł się na ławkę, siadając na niej. Czuł, jakby ktoś rozrywał mu jakimś dziwnym urządzeniem żebra, a ten nie mogąc wydać z siebie żadnego głosu jedynie wrzeszczał z bólu, szukając dla siebie ratunku w zupełnie innym miejscu niż powinien. Schował twarz w dłonie, czując napływające łzy do oczu, ale przecież nie mógł krzyczeć. Po pierwsze nie miał już na to siły, a po drugie nie znalazłby nikogo, kto mógłby mu pomóc. Nie dość, że był jedynakiem, więc o pomoc do starszego rodzeństwa zwrócić się nie mógł, to na dodatek żadne z jego rodziców już nie żyło. Matka – umarła na raka mózgu, kiedy Xiumin (lubiła go tak nazywać w dzieciństwie i tak już zostało) miał dwanaście lat. Ojciec natomiast, po tym jak przygniótł go jego pewien nałóg, kiedy załamał się po śmierci matki, zapił się na śmierć i umarł w pożarze jednego z budynków, w których często lubił uprawiać hazard. Myślał, że zostając hazardzistą (a do tego moi mili nielegalnym) uda mu się wygrać kilka groszy, by wyżywić swoją rodzinę, ale jak widać los obrócił się przeciw niemu. Umarł jeszcze szybciej, niż cokolwiek wygrał, a biedny Minseok w wieku piętnastu lat trafił do sierocińca. Dziadkowie nie mogli do wychować. Tych od strony ojca nie znał, a rodzice jego matki już dawno nie żyli.
Zostało mu jedynie borykanie się z losem seulskiego sieroty w jednym z sierocińców, który jakimś cudem po osiągnięciu wieku dziewiętnastu lat, czyli koreańskiej pełnoletności trafił do Chin. Jego opiekunka w sierocińcu była Chinką, więc po prostu pewnego dnia go tutaj zabrała, znając mroczną przeszłość jego ojca. Nikt w sumie nie wiedział dlaczego kobieta mu pomogła, a jak wiadomo podróże do Chin do najtańszych nie należą, a jednak! Nawet udało mu się wraz z siłami pani Wang załatwić mu jakąś mniejszą i tańszą kawalerkę. A może po prostu zrobiło się jej go zwyczajnie szkoda, i tego, co chłopak przeszedł przez swojego ojca, który nie dość, że nie zostawił mu żadnych pieniędzy na życie, to jeszcze sam zrobił sobie z życia bagno. No, ale wracając do pani Wang. Xiumin wiedział, że będzie miał u niej niezły dług do spłacenia i do dzisiaj, czyli tej jednej z wiosennych sobót, dalej nie wiedział, jak miał się jej za to odwdzięczyć.
A skoro już o długach mowa...
Wytarł szybko swoim przydługim rękawem ciemnej marynarki oczy, by nikt nie zobaczył tych jego małych łez bólu na twarzy, po czym ociężałym ruchem wstał z miejsca, krzywym krokiem idąc zupełnie w nieznanym sobie kierunku przez park. Wymijał ludzi, zupełnie zaszywając się w swoim zamkniętym na wszystko świecie, w którym tak naprawdę zawsze i tak wołał o pomoc, ale nikt go nie słyszał. Zatrzymał się dopiero, kiedy udało mu się pozbyć tych natrętnych spojrzeń większości z przechodniów i trafić na wyludnioną część parku, gdzie w większości ludziom już nie chciało się chodzić. Westchnął ciężko, uderzając lekko pięściami w swoje pulchne policzki i ułożył się od razu bez żadnego pohamowania pod jednym z rozłożystych drzew. Musiał odpocząć. Musiało przestać go boleć żebro i cały brzuch. Zamknął oczy, zakładając słuchawki na uszy i kompletnie odpłynął. Słuchał jakiegoś badziewnego radia, w którym nawet piosenki jakoś specjalnie fajne nie były.
Przełączył na drugą stację, a tam właśnie leciały wiadomości.
- „W Pekinie zaczęły dziać się dziwne rzeczy, na niebie w wielu miejscach pojawiła się wielka smuga światła, która zniknęła po kilku minutach sprawiając wrażenie, jakby spadała w dół. Prosimy nie panikować, mogła być to jedynie kometa, chociaż i to nie jest potwierdzone. Wszystkich naprawdę prosimy o zachowanie spokoju, sytuacja zostanie w najbliższym czasie opanowana, takie światło to nie jest koniec świata."
- Brednie. - mruknął pod nosem, prychając cicho.
To na pewno musiała być kometa, bo raczej nic innego, jarzącego się jakimś wielkim światłem nie mogło ot tak sobie spaść z nieba. W ogóle, on jakoś nawet nie wierzył, że była to kometa, a co dopiero może jeszcze jakiś człowiek. Ludzie to nie anioły, a poza tym anioły nie istnieją, więc Minseok jedyne co miał teraz w głowie, to stwierdzenie, że głupie media znów pierdoliły jakieś niestworzone rzeczy i tylko straszyły ludzi.
Dlatego już dawno przestał się nimi przejmować, bardziej patrząc na to, co działo się dokoła samej jego osoby, niż świata, bo i tak, jak zwykle okazywało się to być w oczach mediów niezłą pierdołą. W wiadomościach powiedzieli jedno, a tak naprawdę rzeczywistość bardzo często okazywała się być inna – no i proszę, to tylko niepotrzebne szarpanie sobie nerwów.
Nagle z jego rozmyślań jednak wyrwał go cichy szelest na drzewie, pod którego koroną właśnie leżał. W pierwszej chwili wydawało mu się, że była to wiewiórka, jednak tak głośnych szelestów, to ona raczej nie robią. Odchylił mocno głowę w tył, nie podnosząc się jednak, po czym zaczął doszukiwać się wzrokiem sprawcy tego szelestu. Liście coraz bardziej zaczęły szeleścić i poruszać w coraz szybszym tempie, kiedy nagle po prostu coś spomiędzy nich wypadło, lądując prosto na miednicy Minseoka. I wcale to coś nie było wiewiórką, a za to ważyło podajże pięćdziesiąt razy więcej niż taki mini zwierzaczek. Xiumin jęknął cicho, czując, jak jego żebra zaczęły grać marsz pogrzebowy i nie odpoczęły po ostatnim uderzeniu w środek brzucha, a kiedy podniósł rękę, żeby zrzucić z siebie ten ciężar, poczuł pod nią przelewające się mu między palcami włosy.
Szybkim ruchem dłoni, niemal zwalił z siebie dziwnego osobnika, zrzucając jego ciało prosto na trawę. Sam patrzył na niego z wielkimi oczami, cały czas krzywiąc się z bólu. Poprawił się do siadu i rozdziawił szeroko usta, widząc przed sobą, patrzącego się na niego anielskim wzrokiem chłopaka, w którego wielkich, ślicznych oczach można było utonąć. To nieważne, że ich brąz ukryty był pod pedalskimi kreskami eye-linera, one nawet do niego pasowały. Jego włosy były ciemne, niemalże podchodzące pod kolor kasztanu, a do tego tak ładnie ułożone w nieładzie, z kilkoma listkami z tego wielkiego dębu między małymi loczkami, że Xiumin w pierwszym momencie się zapatrzył.
Zaraz jednak potrząsnął mocno głową, spoglądając na chłopaka siedzącego już przed nim w dość dziwnym rozkroku. Jak widać, kiedy Xiumin się nim w myślach zachwycał, on zdążył już z niego zejść. Miał przymrużone oczy, tak jakby zupełnie nie wiedział, co się z nim właśnie działo, ale na jego mlecznej twarzy widniał lekki, może nieco zawstydzony uśmiech.
- Kim jesteś? - spytał cicho Xiumin, pochylając głowę bardziej w stronę chłopaka.
- Sehun-ah! Cholera jasna, co ja tu robię?! Chcę wrócić na EXO Planet, matko jedyna!! - zamiast odpowiedzi otrzymał jedynie głośny wrzask z ust chłopaka, który zaczął zarzucać rękoma.
Minseok miał wrażenie, jakby właśnie wybudził swoimi słowami chłopaka z dziwnego transu, a ten tylko zaczynając krzyczeć, sprawiał wrażenie, że chyba oszalał. Przez pierwszą chwilę Xiu jakoś bardzo nie chciał go o nic pytać, może po prostu ten chłopak był chory psychicznie, jednak kiedy zauważył, że skulił się w kłębek i usłyszał z jego ust cichy szloch, jakoś tam zrobiło mu się przykro i poczuł wyrzuty sumienia, że ten chłopaczek płakał właśnie przez niego.
Zbliżył się do niego powoli, już jakoś zapominając o tym, że wcześniej bolały go żebra i ułożył mu ręce na ramieniu.
- Przepraszam. Masz na imię Sehun? - dopytał chłopaka, na co ten tylko pokręcił głową i zaniósł się od płaczu, szlochając.
- Sehun to mój przyjaciel, z którym mnie rozdzielili, ja jestem Baekhyun i... i... - obcy chłopak krzyknął nagle głośno, mocno szarpiąc Xiumina za koszulkę.
Minseok dalej miał wrażenie, że to wszystko była jego wina, a na dodatek bardziej zrobiło mu się przykro, kiedy Baekhyun zaczął wylewać łzy w jego koszulkę i marynarkę. Nie lubił, kiedy ktoś przy nim płakał; nie lubił, kiedy ktoś płakał przez niego. Złapał mocno Baekhyuna za ramiona i odchylił nieco, uśmiechając się do niego.
- Przepraszam. Jeżeli chcesz, to pomogę ci odnaleźć tego całego Sehuna. Pewnie był dla ciebie ważny.... Może brat?
Baekhyun pokręcił głową.
- Przyjaciel. Ważny przyjaciel. - Xiumin uniósł nieco brew; chyba 'ważny' mógł zrozumieć dwuznacznie. - Ale było ich więcej. - dopowiedział, a w tym samym czasie Koreańczyk pomógł mu wstać.
- Więcej? - uniósł brew, zaskoczony, że Baekhyun miał ich więcej.
No wiadomo, każdy ma jakieś dziwne fetysze, ale posiadanie kilku kochanków naraz, czy coś w tym stylu, było dość niecodzienne. No dobra Xiu, chyba trochę się zagalopowałeś.
Brązowowłosy chłopak pokiwał głową, wycierając w dłoń swoje łzy i spojrzał z nadzieją w stronę Minseoka, tak, jakby to właśnie jego chciał poprosić, by pomógł mu odnaleźć resztę swoich przyjaciół i coś, co obiło mu się w uszach, jako EXO Planet.
Xiumin westchnął ciężko i wstał, łapiąc Baekhyuna za białą koszulkę, po czym szybkim ruchem podniósł go do pionu i oparł go plecami o drzewo pod którym leżał wcześniej.
- Dobra, słuchaj. Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale wydajesz mi się niesamowicie dziwny. Pomyślałem sobie jednak, że nie mogę cię tak tutaj zostawić, bo zgubisz się w wielkim, chińskim świecie. - powiedział poważnie, nie mogąc jednak oderwać wzroku od tych pięknych, brązowych oczu chłopaka.
Coś w nich było. Tylko jeszcze nie wiedział co.
- A pomożesz mi odnaleźć moich przyjaciół? - odparł mu Baekhyun, nie spoglądając w oczy chłopaka, tylko opuścił głowę i starał się powstrzymać swoje łzy, wciąż smętnie kapiące po jego policzkach.
Xiumin uśmiechnął się do niego delikatnie i odsunął o kilka kroków, po czym, kiedy brązowowłosy uniósł głowę, ten swoją pokiwał, na znak, że się zgadza.
Co z tego, że miał swoje problemy, z którymi, jeżeli się nie upora, to nieźle mu się dostanie, zawsze miał zbyt miękkie serce, kiedy widział, jak ktoś płakał przez niego. Poza tym, cały czas wydawało mu się, że Baekhyun był cholernie zagubiony w tym wszystkim. A na dodatek, to, że spadł na niego z drzewa, już mówiło samo za siebie.
Wyciągnął w jego stronę rękę, chcąc, by chłopak zaraz powędrował za nim i posłał mu jak na siebie, pełne uprzejmości spojrzenie. Baekhyun popatrzył na niego przez chwilę dość nieśmiało, jednak zaraz niemal w podskokach ruszył za nim, uśmiechając się lekko, że ktoś mimo wszystko zechciał mu pomóc.
- Wydajesz mi się okropnie dziecinny, ale stwierdziłem, że nie mogę cię tak zostawić, skoro masz problem. Moja opiekunka uczyła mnie, że ludzi w potrzebie się nie zostawia, bo potem dobro jakie ja zrobię, na spokojnie do mnie wróci. - powiedział Xiumin i zamyślił się na chwilę – Jednak co do mnie, to raczej nic dobrego już mnie raczej nie spotka.
- Sam jesteś dziecinny, Xiu... Xiu.... - oburzył się nieco wyższy od Koreańczyka chłopak i zakrył sobie usta ręką, widząc, że robi z siebie głupka.
- Xiumin – dopowiedział za nim Minseok, śmiejąc się cicho. - A ty masz więcej nie płakać.
- Zamknij się! Masz mi po prostu pomóc odnaleźć Sehuna...
Xiu wywrócił oczami, spoglądając przed siebie w lekkim zamyśleniu. Szedł spokojnym krokiem chodnikiem, co i raz zerkając na kamienną, naprawdę spokojną twarz jego kolegi, Przez myśl przeszło mu kilka spraw: Jak sobie poradzi ze swoimi problemami, skoro ma tylko pięć dni, co w ogóle może niby zrobić z tym wszystkim i najważniejsze:
- Baekhyun... powiesz mi... co to jest to EXO Planet? - musiał się trochę dowiedzieć o tym dziwnym chłopaku.
Brązowowłosy przystanął w pół kroku, obracając się w stronę Xiu z lekkim smutkiem wymalowanym na twarzy, po czym zagryzł wargę i jedynie powiedział, bardzo cichym głosem.
- Mój dom. Dom, do którego nie mogę wrócić, bo trafiłem tutaj...
No dobra, to było dziwne. W pierwszej chwili skojarzyło mu się to z jakąś chińską dzielnicą, ale jednak szybko wyrzucił sobie ten pomysł z głowy, bowiem nic takiego o nazwie 'exo planet' nie znajdowało się w Chinach.
- Jak tu trafiłeś? - dopytał starszy, przechylając lekko głowę.
- Nie wiem. Spadłem z nieba, wleciałem na drzewo, a potem wylądowałem na tobie.
No dobra.... uwierzyłby we wszystko, ale na pewno nie w spadanie z nieba.
A może... o żesz kurwa jego mać! Te media po raz pierwszy miały rację!
- Spadłeś z nieba?! - zadając to pytanie Minseok zaczął coraz bardziej kojarzyć wszystkie fakty – I pewnie byłeś cały ze złota?
Baekhyun spojrzał na niego, jak na głupka mimo wszystko kiwając lekko głową w geście, że się zgadza, a starszemu w pewnym momencie niemalże gały wyszły na wierzch.
No to się chyba wpakował w jeszcze większe bagno, niż był.
Ale przecież nie mógł go teraz tak po prostu zostawić.
- A co się stało? - Baekhyun uniósł brew, nie bardzo rozumiejąc, co Xiu miał na myśli.
- Nic, nic. Chodź lepiej poszukać tych twoich przyjaciół.
Xiumin... chyba możesz już kopać sobie grób.

7 komentarzy:

  1. Hahaha TaoHun i BaekMin XD Kobieto rozwalasz mi mózg tymi pairingami, naprawdę >_<! Co do opowiadanka to czyta je się z wielką przyjemnością :D Dobra zacznę może od TaoHun... Była laska Kung fu Pandy to jędza... Z prywatnym gorylem. A nasz maniak Gucci jeszcze dobrowolnie z nią był, biedny tylko się męczył, grunt że mieszkali w dwóch różnych krajach, bo by chyba nerwowo chłopina nie wyrobił XD O Sehunnim za dużo powiedzieć nie mogę, ale wydaje się dość słodką osobą i cieszę się z tego powodu, będzie wesołym aspektem w życiu Tao :P No to teraz czas na BaekMin (XiuBaek też dobrze brzmi XD). Troszkę krótko było o nich, chyba najkrócej ze wszystkich tymczasowych historii. Z tą parką będzie za razem wesoło i ciekawie (płaczący Baeki podbił moje serducho na starcie =^= <3), nic tylko czekać na kolejne części! Weny, weny, weny! I każdy pomysł od razu zapisuj :3 <3
    N~

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam cię do The Versatile Blogger ^3^
    http://koreanskikisiel.blogspot.com/2013/07/the-versatile-blogger.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski, boskie, BOOOSKIEEE~! <3 Tao powinien dołączyć do słonecznego patrolu xd ale jak on mógł być z tą łajzą?! Chyba był masochistą że z nią chodził. Chce wiedzieć co się stało Sehun'owi... Pff, szkoda że XiuBaek wyszło tak krótko, mimo wszystko najlepiej na przywitanie jest spaść na kogoś i go połamać. Nie mogę się doczekać kolejnej części! Weny i chęci życzę ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeeej nawet nie wiem jak opisać swoje szczęście związane z czytaniem o Tao i Sehunie razem. <333 Jeszcze blond Tao i tęczowe włosy Sehuna - czyli moim zdaniem ich najlepsze fryzury. :D A co do treści to ani Xiumin ani Tao nie mieli przyjemnie w życiu, ale ciesze się, że spotkanie z przybyszami z kosmosu trochę rozjaśniło ich dzień. ;) Wiem, że się powtarzam, ale jak każdy poprzedni i (mam nadzieję kolejny) odcinek bardzo mi się podobało.
    Zauważyłam jeszcze jedną bardzo, bardzo, bardzo drobną literówkę zamiast "go wychować" jest "do wychować". (To tak na marginesie, tylko żeby nie było, że się czepiam bo tego nie miałam na myśli :D)
    A poza tym jak mogłaś zakończyć wątek TaoHun w takim momencie? Teraz przez cały czas będę się zastanawiała co się stało i czy Sehun jest cały i zdrowy. :( :DDD
    Gratuluję pracy i pozdrawiam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. O yeny :3
    Wiesz, z tych spotkać tylko chyba nie podobało mi się spotkanie KrisYeola, no i miałaś tam napisane, że Czan miał głos jak czterdziestolatek....... NO EY, BEZ PRZESADY, KRISUSIE XD

    Ty weź pisz to dalej :C
    Ja chcę dalej, dalej, dalej~~!

    No bo to jest zawsze, że bohater czeka na przełom, a ten (u Ciebie dosłownie xd) spada mu z nieba .o.
    Taki już dobrze znany schemat, ale Ty bardzo ładnie się w niego wpisałaś i mam nadzieję, że równie ładnie dalej go pociagniesz c:

    Nie chce mi się wypominać Ci błędów :A: Nie zwracałam uwagi >'D

    A zdecydowanie moim ulubionym paringiem tutaj jest chyba SuChen >D

    PISZ MI TO BO CIĘ:A:

    ~Di

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodaj kolejny rozdziaaaał!!! Proszęęę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tao, Tao, Tao, Tao <3~ Dobra chyba wszystkie moje komentarze muszę jakoś głupio zacząć >.< Tao, co prawda wydaje mi się, że w prawdziwym życiu w tych sytuacjach myślał by mniej racjonalnie i mimo wszystko były zdenerwowany na tą "sukę", w końcu to takie dziecko, ale tak to strasz nie mi się podobało! Co do XiuBaeka... Wydaje mi się, że Baek nie jest taki... On myśli racjonalnie i raczej prędzej ustalałby jakiś plan, niż ryczał w objęciach Xiumina *przepraszam za hejt ;A;* Historia Minseoka strasznie mnie urzekła <3 Szkoda mi go, ale przynajmniej trochę będziesz o nim pisać w kontynuacji, bo ma zbyt ciekawą przeszłość by go tak zostawić~prawda?~ Przez ciebie odkrywam jakich paringów jestem fanką... Dziękuję za otworzenie mojego umysłu <3 Czekam na kolejne rozdziały!! Choćby miały być krótsze! Będę z utęsknieniem wyczekiwać, nawet gdybym miała sprawdzać twój blog codziennie <3 DUUUUUUUUUUUUUUZIIIOOOOOOO WENY!!!! Przyda się, czyż nie?

    TsukiKira

    OdpowiedzUsuń

Layout by Miharu